Fort Lyck

20160527_203459
Nie wiem od czego zacząć, takie emocje targają mą osobą na myśl, wspomnienie tego co przeżyłem tydzień temu. Minął kolejny samochodzikowy zlot. Ale dla mnie nie były to zwykłe chwile, to był szczególny czas, w którym znów na kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt chwil mogłem znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości. Wiele razy byłem już na Mazurach. Miłość do tej krainy wpoiły we mnie dwie osoby: po pierwsze mój tata, z którym przeżyłem absolutnie najwspanialsze w swym życiu wakacje podróżując po nich samochodem marki wartburg 353, który to pojazd oprócz funkcji transportowych, służył za niczego sobie lokum, a po drugie – Pan Zbigniew Nienacki, który w swych książkach tak wspaniale, sugestywnie, pięknie po prostu, Mazury sportretował. Co jakiś czas zatem wracam w tamte strony i staram się odkrywać kolejne ich zakamarki. Tym razem ten wyjazd był szczególny. Moimi towarzyszami byli przyjaciele – tacy jak jak – pozytywnie zakręceni ludzie. I to dzięki nim własnie wyjazd ten okazał się absolutnie udany i bogaty. Po raz pierwszy w swym życiu odwiedziłem dom Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu, mogłem przepłynąć się kajakiem Krutynią, odwiedzić rodzinny dom Ernsta Wiecherta autora jednej z najwspanialszych książek jakie w życiu czytałem „Dzieci Jerominów”. Odnalezienie Sowiego Rogu było dla mnie niesamowitym przeżyciem! Do tego jeszcze opuszczony cmentarz po środku lasu, robiący piorunujące wrażenie. Czegóż więcej chcieć!
Jeden jednak wieczór wrył się w mą pamięć szczególnie! Podróż na wyspę Czarci Ostrów czyli Fort Lyck i nocleg na niej. Ileż to razy czytałem „Niewidzialnych” i z wypiekami na twarzy wyobrażałem sobie rejs wehikułu z Panem Samochodzikiem i Moniką na pokładzie, ile razy wyobrażałem sobie ich spotkanie na wyspie z Winnetou i wspólny biwak. Widok wielkiej tafli Śniardw z wielkim falami i dżdżystą pogodą bez reszty pochłaniał mój umysł a wyobraźnia działała w sposób niewyobrażalny. Tym razem jednak to JA miałem tam płynąć, to JA miałem tam spać!!! Co prawda nie dostałem się tam amfibią a poczciwym rybackim kutrem, którego dźwięk deieslowskiego silnika jako żywo przypominał to jak opisał to pan Nienacki. Nawet aura nam sprzyjała (znaczy się lało jak z cebra)! :-) Ale tak miało po prostu być. Miało być dokładnie tak jak w książce! I było! Nikt z nas nie kaprysił rozkładając namioty i po kilkunastu minutach mieliśmy przygotowane zgrabne obozowisko! Radość na twarzach i duma rozpierały nas! Na przekór wszystkiemu udało się nawet rozpalić ognisko! Aura wynagrodziła nam naszą pokorę i po deszczu nadszedł piękny zachód słońca a my rozradowani przy piwie i Ballantinesie mogliśmy wymieniać nasze wrażenia. Kulminacyjnym punktem było odnalezienie fundamentów Fortu Lyck! Nasza eskapada okazała się pełnym sukcesem! Oprócz tego nagraliśmy kilka scenek z książki. Radości, śmiechu było cała masa. Zarówno „aktorzy” jak i „reżyser”, „operator” oraz publika spisali się na medal!
To były dla mnie absolutnie magiczne chwile, które długo się chyba nie powtórzą w mym życiu. Po nocy nastąpił cudowny rześki poranek, którego ukoronowaniem była jajecznica z 20 jaj z kiełbasą i cebulą usmażona na ognisku. Czy może – jak to mawiał Dyr. Marczak w „Niesamowitym Dworze” – być coś lepszego niż jajecznica na kiełbasie!? :-D A po jajecznicy nagranie jeszcze fragmentu „Niewidzialnych”.
Wszystko co dobre i wspaniałe ma jednak swój kres i z ciężkim sercem wysłużonym Sandczaem musieliśmy ruszyć w drogę powrotną. Co powiedzieć więcej? Bardzo trudno złożyć mi jakąś sensowną pointę. Wiem bezapelacyjnie jedno – ten dzień, ten wieczór, ta noc bezapelacyjnie należą do najpiękniejszych w mym dotychczasowym życiu. Mogę to tylko porównać do wakacji z tatą, o których wspominałem na wstępie! A to już w mej hierarchii bardzo, bardzo wysoka pozycja. I nawet dwa złapane kleszcze nie zmienią mej opinii o tym dniu!
To wszystko co przezywałem, przeżywałem w towarzystwie mego starszego syna. Mam taką cichą nadzieję i takie przekonanie, że chyba mu się podobało i był zadowolony! Może kiedyś on weźmie na taki wypad swoje dzieci? Bardzo bym tego chciał.

Na koniec chciałbym dodać, że ma podróż dedykuję memu tacie, bez którego tego wszystkiego pewnie by nie było. Dziękuję Ci tato!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.