The Book Of Souls

The Book Of Souls

Przaśna końcówka lat 80. Szaro bure ulice i ja 13 – 14 latek, który chodzi właśnie do 7 klasy szkoły podstawowej a dwa słowa: heavy metal, kojarzą mu się z niczym. W radiowej Dwójce lub Trójce fajna audycja p.t. Wieczór z płytą kompaktową. Prowadzący zapowiada, że w następną niedzielę zaprezentowany zostanie najnowszy album grupy IRON MAIDEN „Somewhere In Time”. Coś mnie tknęło i jakiś impuls kazał mi czekać na TĘ płytę i zarejestrować ją na monofonicznym magnetofonie marki Kasprzak. Jak postanowiłem tak zrobiłem! Tamta chwila zadecydowała o tym, że me fascynacje muzyczne odwróciły się o 180* a Ironów pokochałem miłością nagłą, pełną i dozgonną. Od tamtej pory minęło ponad 20 lat i nic się w tej materii nie zmieniło!
Tym bardziej czekałem na ich nowe wydawnictwo. W piątek zatem, czym prędzej pobiegłem do EMPIKU i zakupiłem piękna wersję De Lux płytki. Wsiadłem do auta włączyłem pierwszy dysk i z głośników usłyszałem pierwsze takty „If Eternity Should Fail”. Kawałek bardzo mi się spodobał. „Speed Of Light” znałem. Po dwóch piosenkach trzeba było jednak parkować samochód i iść do domu. Nic to pomyślałem, zaraz wrzucę do odtwarzacza. I wrzuciłem. Słucham leci sobie ta muzyczka, dzieci coś do mnie mówią a ja myślę, k***a co to jest!? Niby fajne, niby z kopem, niby z charakterystycznymi solówkami ale czegoś tu brakuje! Nic to myślę sobie, dam sobie drugą szansę, jutro. Jutro znów nie było lepiej… Myślę sobie panie johny weź pan se znajdź odpowiedni moment i odpowiednie miejsce żeby spokojnie od pierwszej do ostatniej ostatniej sekundy posłuchać tego albumu! Do diaska to jest w końcu IRON MAIDEN!!! I dzisiaj właśnie taką chwilę znalazłem… Wziąłem słuchawki, zamknąłem oczy i włączyłem przycisk PLAY. Ostatnia sekunda minęła jakieś 20 min. temu a ja przyleciałem do komputera aby skreślić te kilka słów. Ta płyta jest po prostu inna, wymagająca od słuchacza skupienia. Kiedy jednak damy jej szansę, przeniesiemy się w inny wymiar. Po pierwszym prawdziwym tak właściwie odsłuchu, ta płyta jest dla mnie bardzo dobra. Myślę, że przy 10. może się stać jedną z najlepszych płyt IM! Panowie pokazali, że są już dojrzałymi mężczyznami i zaserwowali nam kakofonię fantastycznych dźwięków. Nie ma tu może przebojów na miarę „Run To The Hills” czy „Fear Of The Dark” ale są świetne rozbudowane kompozycję, w których słychać nawiązania do Queen czy Marillion. Jeden utwór trzeba jednak wyróżnić szczególnie. „Empire Of The Clouds” 18 minutowa suita autorstwa Dickinsona to po prostu perełka. Nie wiem czy ją będą grali na żywo ale ja wszakże chciałbym zobaczyć Bruce’a na scenie przy fortepianie! :-) Chociażby tylko dla tej piosenki warto kupić ten album!!! Panie Dickinson chapeau bas dla Pana!!!

UP THE IRONS!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.